Cyrus taki sobie. Na plus: Ciekawie ukazany problem relacji matka-dziecko. Świetnie obsadzona tytułowa rola. Film mnie nie znudził ale też nie zachwycił.
5 gwiazdki
Jonah Hill (tytułowy Cyrus), John C. Reilly (John) oraz Marisa Tomei (Molly) - nie wiem jakimi są aktorami. Prawdopodobnie widziałem ich na oczy pierwszy raz. Ale do tego filmu pasują znakomicie - po prostu
Przeczytaj artykuł
Znaczny postęp w twórczości pary braci-reżyserów w porównaniu z wyjątkowo topornym "Baghead". Szkoda, że smakowicie zapowiadająca się wojna Johna z Cyrusem składała się z tak małej ilości bitew. Jednak największym minusem jest koncertowo spierniczone zakończenie. Plusy to Marisa Tomei i Catherine Keener, którą wyjątkowo lubię oglądać. Przyjemny mainstreamowy przerywnik w sączącej się z festiwalowych ekranów fali nieszczęść wszelakich.
6 gwiazdki
Zawsze z przyjemnością widzę Marisę Tomei, ale mam trochę dość ględzenia o emocjach i domorosłej psychoanalizy, która jest chyba narodowym sportem Amerykanów. Do tego przez pół filmu zastanawiałam się po co napisano ten scenariusz, skoro nie ma problemu - on ją kocha, ona jego też, a syn to akceptuje. Kiedy wreszcie coś zaczęło się dziać, to już za chwilę skończył się film. Emocjonalne ciepełko sauté nie robi na mnie wrażenia. No może trochę.
6 gwiazdki
„Cyrus” to fajna rozrywka, ale jeśli nie liczyć ciepła bijącego z ekranu, nie wyniesiemy z seansu nic więcej. Brakuje głębszej refleksji, nie ma też przewrotnych prawd o życiu.
Przeczytaj recenzję
W „Cyrusie” najfajniejsze jest to, że obok humoru jakby rodem z prostackich komedii braci Farrelly bez żadnego zgrzytu funkcjonują sobie elementy lekkiego kina familijnego, sympatycznego melodramatu czy niedzielnego filmu obyczajowego. Wszystko poukładane z pomyślunkiem i bez przesadyzmu w którąś stronę. Zapewne dlatego tak miło się „Cyrusa” ogląda. Plus Marisa Tomei - mimo 46 lat piękna, jak zawsze.
7 gwiazdki